Dla Polaków kurort, dla Włochów rodzinne miasto Felliniego z rzymskim mostem, który przetrwał nawet niemieckie ładunki wybuchowe. Zwiedzacie miasto, którego turyści z plaży nigdy nie widzą.
Parcheggio Tiberio, tuż przy moście — według relacji kierowców około 2,50 € za cały dzień, w niedziele bezpłatny, czynny całą dobę. To najlepsza baza wypadowa w mieście: cała trasa zwiedzania układa się stąd w jedną pieszą linię, a wieczorem wracacie do auta przez podświetlony most.
Ścisła starówka to ZTL z kamerami na wjazdach — nie próbujcie podjeżdżać bliżej. Jeśli parking przy moście będzie pełny (środek dnia w sierpniu), alternatywą jest parking przy dworcu, dziesięć minut pieszo od centrum, albo niebieskie linie wzdłuż Via Bastioni Settentrionali (automat lub aplikacja EasyPark — sprawdźcie godziny obowiązywania opłat).
Pierwsze zdjęcie dnia: most Tyberiusza z parku, zanim wypełni się ludźmi.
Rozpoczęty za Augusta, ukończony w 21 roku naszej ery za Tyberiusza. Pięć przęseł z istryjskiego wapienia, wzniesionych bez zaprawy — bloki trzymają się własnym ciężarem, metalowymi klamrami i precyzją cięcia. Rzymianie doskonale znali cement; tutaj postawili na czystą geometrię, i to ona wygrała z czasem.
To nie był zwykły most, tylko węzeł imperium: tu kończyła się via Flaminia z Rzymu — ta sama, którą przyjechaliście z Montefelcino — a zaczynała via Emilia, biegnąca na północny zachód ku Piacenzy i dająca nazwę całemu regionowi. Stanąć na tym moście to stanąć w punkcie, w którym rzymska sieć drogowa zmieniała kierunek.
Rzecz, która robi największe wrażenie: przez dwadzieścia stuleci przetrwał powodzie, trzęsienia ziemi i próbę wysadzenia przez wycofujące się wojska niemieckie w 1944 roku — konstrukcja wytrzymała. Do niedawna jeździły po nim samochody; dziś jest deptakiem, a wokół rozlewa się rozlewisko, w którym odbija się cała piątka przęseł.
Most odbity w wodzie od strony parku — spróbujcie złapać wszystkie pięć przęseł w jednym kadrze.
Dzielnica rybacka za mostem — jeszcze pół wieku temu najbiedniejszy adres w mieście, dziś najbardziej fotogeniczny. Przemianę zawdzięcza festiwalowi Festa de' Borg, podczas którego od lat 80. ściany domków pokrywane są muralami: sceny z filmów Felliniego, portrety rybaków, statki, morze. Co edycja dochodzą nowe, więc dzielnica jest żywym, rosnącym albumem.
Uliczki są wąskie, domki niskie i kolorowe jak skrzynki z farbami, a między nimi rozciągnięte sznury z praniem — nie na pokaz, po prostu tu się mieszka. Fellini kochał to miejsce; jego pogrzeb w 1993 roku zgromadził w Rimini dziesiątki tysięcy ludzi.
Zajrzyjcie w boczne zaułki — najlepsze murale nie stoją przy głównej trasie. To też dobry moment, żeby zaplanować powrót: wieczorem wrócicie tu na piadinę, bo Borgo to gastronomiczne serce miasta.
Każdy wybiera jeden mural i pozuje jak postać z niego. Cztery zdjęcia do albumu.
Castel Sismondo — twierdza Sigismonda Malatesty z XV wieku — mieści dziś Fellini Museum, otwarte w 2021 roku. I to nie jest muzeum „o filmach": to muzeum do wejścia w środek. Huśtawka naprzeciw ogromnej Anity Ekberg z „Dolce vita", korytarze pełne projekcji, kostiumy, maszyna do wiatru. Dziewięciolatek nie zdąży się zanudzić, bo prawie wszystko tu się rusza, świeci albo gra.
Fellini urodził się w Rimini w 1920 roku i całe życie kręcił o nim filmy — tyle że nakręcone w studiach Cinecittà, bo prawdziwe Rimini było dla niego zbyt prawdziwe. „Amarcord", jego najczulszy film o mieście, to w dialekcie romagnolskim „a m'arcôrd" — „pamiętam". Za filmy dostał cztery Oscary i piątego, honorowego, za całokształt.
Część muzeum działa też w Palazzo del Fulgor przy Piazza Malatesta — w budynku, gdzie mieściło się kino Fulgor, w którym mały Federico oglądał pierwsze filmy. Jeśli czas pozwoli tylko na jedno, wybierzcie zamek.
Zamek Malatestów z zewnątrz + jedno zdjęcie z wnętrza muzeum, które wygląda jak sen.
Salon miasta: Palazzo dell'Arengo (1204), Teatro Galli (otwarty w 1857, zniszczony w czasie wojny, ponownie otwarty w 2018) i Fontana della Pigna (obecna forma z 1543 roku) — fontanna z szyszką, o której zachował się pochwalny zapisek Leonarda da Vinci z 1502 roku, gdy przejeżdżał tędy na służbie u Cezara Borgii. Pomnik na środku to papież Paweł V — jeden z nielicznych papieskich pomników, które przetrwały wszystkie rewolucje.
Tuż obok Vecchia Pescheria (1747) — targ rybny z kamiennymi ladami, na których przez dwieście lat sprzedawano połów, z rynienkami na wodę po bokach. Dziś lady służą wieczorem jako stoliki barowe: to tu zaczyna się riminijska movida. O 18:15 jest jeszcze spokojnie — za trzy godziny nie będzie gdzie stanąć.
Fontana della Pigna z teatrem w tle + detal kamiennej lady targu rybnego.
W 1989 roku, podczas prac na skwerze Piazza Ferrari, łopata trafiła w rzymski dom. Wykopaliska odsłoniły rezydencję lekarza z II–III wieku — i największy zestaw narzędzi chirurgicznych, jaki przetrwał ze starożytności: około stu pięćdziesięciu skalpeli, sond, haczyków i kleszczy, przechowywanych dziś w pobliskim Museo della Città. Właściciel, wojskowy chirurg, przyjmował tu pacjentów, a jego gabinet — taberna medica — jest czytelny do dziś.
Dom spłonął podczas najazdu w III wieku i właśnie pożar go uratował: zawalony dach zakonserwował mozaiki, freski i wyposażenie jak wieczko puszki. Nad wykopaliskami stoi szklany pawilon z kładkami — chodzicie nad rzymskimi podłogami, patrząc w dół na pokoje.
Mozaika z kładki, pionowo w dół — kadr jak z drona, tyle że sprzed 18 stuleci.
Katedra Rimini i jednocześnie pierwsza renesansowa fasada kościelna w dziejach — Leon Battista Alberti wzorował ją wprost na rzymskim łuku, który zobaczycie za pół godziny. Sigismondo Malatesta, kondotier i pan miasta, przebudował gotycki kościół na świątynię-pomnik własnej chwały i miłości do Isotty degli Atti; ich splecione inicjały i herbowe słonie Malatestów powtarzają się w środku dziesiątki razy.
Sigismondo był postacią tak barwną, że papież Pius II dokonał na nim jedynej w historii „kanonizacji do piekła" — uroczyście ogłosił go potępionym za życia i spalił jego kukłę w Rzymie. Fasada została nieukończona, bo fortuna kondotiera załamała się szybciej niż budowa; górna część urywa się w pół gestu i tak już zostało, jak niedokończone zdanie.
W środku dwa skarby: krucyfiks Giotta z około 1300 roku i fresk Piera della Francesca z klęczącym Sigismondem. Wieczorem kościół bywa zamknięty lub dostępny tylko podczas mszy — jeśli traficie na zamknięte drzwi, sama fasada jest warta przystanku, a wnętrze zostawcie na następny raz.
Fasada z profilu, tak żeby było widać, gdzie urywa się nieukończona góra.
Rok 27 przed naszą erą — najstarszy zachowany łuk rzymski w Italii. Postawiono go tam, gdzie via Flaminia z Rzymu dochodziła do miasta, jako bramę bez wrót: prześwit jest zbyt szeroki, by dały się w nim zamontować skrzydła, i to celowy komunikat Augusta — imperium jest bezpieczne, bramy zbędne. Zębate blanki na szczycie to średniowieczna dobudówka, z czasów, gdy pokój się skończył i brama jednak się przydała.
W drodze do łuku przejdziecie przez Piazza Tre Martiri — dawne rzymskie forum. Tradycja głosi, że w 49 roku p.n.e. właśnie tu Juliusz Cezar przemówił do XIII legionu po przekroczeniu Rubikonu, rzuciwszy swoje „kości zostały rzucone"; miejsce mowy znaczy kolumna z XVI wieku i XX-wieczny pomnik Cezara. Rubikon płynie kilkanaście kilometrów na północ stąd.
Klamra dnia: zaczęliście przy moście, gdzie Flaminia się kończy, a kończycie przy łuku, gdzie wchodziła do miasta. Cała starówka Rimini to po prostu odcinek rzymskiej drogi z dwiema bramami — i przeszliście go dziś w całości.
Cała rodzina pod łukiem, na osi dawnej via Flaminia — dokładnie tam, gdzie wchodziło się do miasta od strony Rzymu.
Nie pizza. W Romanii je się piadinę i dziś jecie ją tam, gdzie się ją wymyślono — cienki placek z patelni, składany na gorąco z tym, co kto lubi: squacquerone (miejscowy kremowy ser), prosciutto, rukola; dla dzieci wersja z nutellą na deser. Piadina ma unijny certyfikat IGP i status religii regionalnej: Romagnolczycy potrafią się pokłócić o właściwą grubość placka.
Wracacie przez Corso d'Augusto do Borgo San Giuliano — wieczorem dzielnica wygląda zupełnie inaczej niż po południu: murale w ciepłym świetle, stoliki na bruku, gwar. Piadinerie są tu na każdym rogu; wybierzcie tę z kolejką miejscowych, nie z menu w pięciu językach. Po kolacji jeszcze raz most Tyberiusza — podświetlony, z odbiciem w czarnej wodzie — i auto stoi trzy minuty dalej.
Most Tyberiusza nocą, z odbiciem w wodzie — zdjęcie zamykające album. Telefon oprzeć o barierkę, bez flesza.
| 14:30 | Wyjazd z Montefelcino |
| 15:45 | Parking Tiberio |
| 16:00 | Most Tyberiusza |
| 16:30 | Borgo San Giuliano — murale |
| 17:15 | Muzeum Felliniego (Castel Sismondo) |
| 18:15 | Piazza Cavour + stary targ rybny |
| 18:45 | Domus del Chirurgo |
| 19:15 | Tempio Malatestiano |
| 19:45 | Łuk Augusta + Piazza Tre Martiri |
| 20:15 | Piadina w Borgo, most nocą |
| 21:30 | Wyjazd · Montefelcino ok. 22:30 |
Muzeum Felliniego i Domus to dwa punkty z biletami i godzinami — sprawdźcie je rano przed wyjazdem; reszta trasy jest pod gołym niebem i nie zamyka się nigdy. W sierpniu wieczorne Rimini żyje do późna, więc godzina opóźnienia niczego nie psuje.