Założona przez Greków z Syrakuz na łokciu wybrzeża — stąd nazwa: ankon znaczy „łokieć". Przez ten zakręt lądu to jedyne miejsce na włoskim Adriatyku, gdzie słońce i wschodzi, i zachodzi nad morzem.
Pod zwiedzanie najlepiej stanąć przy porcie, w rejonie Via XXIX Settembre — parking Traiano i sąsiednie place leżą u samego początku trasy: stąd nabrzeżem pieszo do łuku Trajana, potem pod górę na wzgórze katedralne, a po południu krótkim przejazdem na Passetto.
Jedna rzecz wymaga uwagi: Ancona to czynny port promowy i wjazdy bywają zdradliwe — pas oznaczony „porto/traghetti" wciąga jak lej prosto do terminalu odpraw. Trzymajcie się znaków „centro". Jeśli traficie w korek promowy w sierpniową sobotę, to nie wasza wina, tylko Chorwacji i Grecji.
Dźwigi portowe o poranku — industrialny kadr na otwarcie dnia.
Cesarz Trajan rozbudował port Ankony około 115 roku naszej ery z własnej kieszeni — pecunia sua, jak skrupulatnie odnotowano w inskrypcji — bo stąd wyprawiał legiony na wojnę z Dakami, tę samą, którą opowiada kolumna Trajana w Rzymie. Wdzięczne miasto postawiło mu na falochronie łuk: smuklejszy i wyższy w proporcjach niż rzymskie łuki triumfalne, obliczony na to, by widzieć go z daleka, z pokładu wchodzącego do portu statku. Brązowe posągi cesarza, żony i siostry z attyki zniknęły dawno temu — prawdopodobnie w średniowiecznych przetopach — ale marmur z Marmary stoi, jak stał.
Najlepsze w tym miejscu jest zderzenie: antyczny łuk nie w muzealnym parku, tylko w środku pracującego portu, między kontenerami, dźwigami i promami. Historia bez gabloty. Spacer nabrzeżem od Mole Vanvitelliana (budowana od 1733) — pięciobocznej wyspy-lazaretu, dziś centrum kultury — do łuku zajmuje kwadrans i jest najprzyjemniejszym płaskim odcinkiem dnia. Potem zaczyna się góra.
Łuk Trajana z promem albo kontenerowcem w tle — 1900 lat różnicy w jednym kadrze.
Na szczycie wzgórza Guasco, w miejscu, które ludzie uznają za święte od dwóch i pół tysiąca lat: katedra stoi na fundamentach greckiej świątyni Afrodyty — patronki żeglarzy, co w mieście portowym miało sens doskonały — a kawałki antycznej przeszłości widać przez szklane wzierniki w posadzce. Sama katedra to rzadka hybryda romanizmu z Bizancjum: plan krzyża greckiego, dwunastoboczna kopuła — jedna z najstarszych we Włoszech — i portal z różowego kamienia z Conero, strzeżony przez dwa lwy, z których jeden trzyma w łapach swoją zdobycz.
Plac przed katedrą to najlepszy darmowy punkt widokowy miasta: cały port jak na dłoni, łuk Trajana w dole, zatoka aż po Monte Conero. Widać stąd też logikę „łokcia" — ląd naprawdę zagina się jak ramię, osłaniając port od północy. Grecy z Syrakuz, którzy przypłynęli tu w IV wieku p.n.e., wiedzieli, co robią.
Panorama portu z placu + portret lwa z portalu, z bliska, z jego zdobyczą.
Schodząc z katedralnego wzgórza traficie na Piazza del Plebiscito, którą całe miasto nazywa po prostu Piazza del Papa — od pomnika Klemensa XII (1738), który patrzy na plac z wysokości schodów. Podłużny, pochyły plac wciśnięty między kościół San Domenico (XVIII w.) a stare pałace to salon Ankony: bary, stoliki na bruku, wieczorem centrum życia. W San Domenico wisi „Ukrzyżowanie" Tycjana — tak, Tycjana, w kościele parafialnym, bez kolejki — i to jest bardzo ankońska cecha: miasto nie robi szumu wokół swoich skarbów.
Przy spacerze starówką warto wiedzieć, skąd blizny: Ancona była ciężko bombardowana w 1943–44 jako port strategiczny, a wyzwalał ją — rzecz bliska polskiemu sercu — II Korpus generała Andersa; bitwa o Ankonę w lipcu 1944 to jedna z głównych polskich operacji we Włoszech, a polski cmentarz wojenny w pobliskim Loreto pamięta jej cenę. Miasto odbudowano bez kosmetyki, dlatego obok renesansowych portali stoją bloki z lat 50. — mniej pocztówkowo niż w Urbino, za to prawdziwie.
Pochyłość placu uchwycona wzdłuż — z pomnikiem papieża na szczycie kadru.
Obiad na starówce — jeśli traficie na trattorię z brodetto all'anconetana, to jest właśnie tutejsza religia: gęsta zupa rybna z trzynastu gatunków ryb, przepis pilnowany zazdrośnie. Z dziećmi bezpieczniejsza frittura mista albo zwykły makaron; Ancona to miasto rybne, więc nawet proste rzeczy są tu świeże.
Po obiedzie krótki przejazd (albo kwadrans spaceru) na Passetto: monumentalne białe schody i pomnik poległych nad krawędzią klifu, a pod nim kamienista plaża z osobliwością, jakiej nie ma nigdzie indziej — grotte del Passetto, jaskiniami wykutymi w skale przez rybaków na łodzie i sprzęt, z kolorowymi drzwiami, każde w innym kolorze. Groty przechodzą z pokolenia na pokolenie i mają status lokalnej instytucji. Na dół zjeżdża się windą (sezonowo, drobna opłata) albo schodami; woda przy grotach jest przejrzysta, ale dno kamieniste — buty do wody dla dzieci robią różnicę.
Rząd kolorowych drzwi grot wzdłuż klifu + biały pomnik Passetto z dołu, od strony wody.
Kwadrans za miastem góra Conero — jedyny wysoki masyw na całym płaskim wybrzeżu od Triestu po Gargano — opada białymi wapiennymi klifami do wody w kolorze, którego nie trzeba filtrować: turkus bierze się z białego kamienia na dnie, nie z Instagrama. Zatoka Portonovo, z plażami z białych otoczaków, romańskim kościółkiem Santa Maria (XI w.) przy samej wodzie, wieżą strażniczą z 1716 roku i fortem napoleońskim (1808–1813), to najpiękniejszy kawałek wybrzeża Marche.
Sierpniowy realizm: parkingi w Portonovo zapełniają się rano, więc popołudniowa wizyta wymaga cierpliwości albo szczęścia — działa też sezonowy bus z góry. Jeśli po Passetto dzieci mają dość, potraktujcie Conero jako osobną, poranną wyprawę innego dnia; jeśli sił starcza — nagroda jest na miarę wysiłku.
Turkus na tle białego klifu, bez żadnego filtra — o to chodzi w tym zadaniu.
| 8:30 | Wyjazd z Montefelcino |
| 9:30 | Parking przy porcie |
| 9:45 | Mole Vanvitelliana → nabrzeże → łuk Trajana |
| 10:30 | Katedra San Ciriaco + panorama |
| 11:45 | Piazza del Papa, San Domenico (Tycjan) |
| 13:00 | Obiad na starówce |
| 14:15 | Passetto: winda, groty, kąpiel |
| 15:30 | Opcja Conero albo powrót |
| ~17:30 | Montefelcino (bez Conero) |
Ancona to miasto z charakterem, nie pocztówka — najlepiej smakuje właśnie w tym duecie: rano antyk i port, po południu klify. Polski akcent do rozważenia: cmentarz wojenny II Korpusu w Loreto jest 25 minut drogi i łączy się z ewentualną wizytą w tamtejszym sanktuarium.